Bycie leniem jest odważne!

Już wkrótce wakacje – część z nas, głównie ta ucząca się zacznie planować co powinna przeżywać w tak dużej przerwie od obowiązków. Druga część zacznie liczyć dni do urlopu, które zazwyczaj bierzemy w okresie letnim. Mając urlopową możliwość odpoczynku od codziennych obowiązków już na tydzień przed zaczynamy tworzyć listę rzeczy do zrobienia. A czy pamiętacie w tym wszystkim o niezbędnym w życiu „nicnierobieniu”?

Wewnętrzny spokój, który powinniśmy osiągać, aby zachować równowagę w życiu, nie pojawia się dzień po pierwszym dniu urlopu. Przychodzi stopniowo wraz z unikaniem złych nawyków. Do czego zmierzam? Czy wiecie, że bez jedzenia jesteśmy w stanie wytrzymać, aż miesiąc czasu? Badania wykazały, że człowiek może nie pić przez cały tydzień. Bez snu natomiast możemy funkcjonować nawet 5 dni. A teraz najbardziej zaskakujący wynik – brak Internetu odczuwamy dotkliwe po kilku godzinach. Tak, tak moi drodzy – kilka godzin a my już czujemy dyskomfort.

Życie online sprawia, że nieustannie jesteśmy dostępni dla otoczenia, w którym funkcjonujemy. Uzależnienie od e-maili, SMSów, Facebooka, rozmów telefonicznych, a nawet telewizji sprawia, że myśl odłożenia tego na bok, wyłączenia się na chwilę ze świata mediów paraliżuje nas. Boimy się, że ominie nas coś istotnego. Czujemy ciągłą potrzebę bycia „na czasie”. Dodatkowo tłumi nas przyzwyczajenie do życia w pędzie, więc trudno nam jest zwolnić nawet na chwilę. Nieustannie przypominamy sobie, że oczekuje się od nas jak największej wydajności – a przynajmniej takie mamy wrażenie. Do tego dochodzi ogromny kompleks związany z poczuciem zagonienia. Chwalimy się tym, jak bardzo jesteśmy zapracowani, dając tym znak innym, że nie stoimy w miejscu, że tak jak oni pracujemy ciężko na to co mamy. Sama obserwuję jak często ludzie komunikują np. małą ilość snu, dużą ilość wypitych kaw, brak czasu na to by gdzieś wyjść. Rodzice natomiast przebijają się w tym, które dziecko ma więcej energii, o której chodzą spać, a o której wstają dając się we znaki. I nie robią tego dlatego, że jest to fakt z ich życia. Robią to, by pokazać nam, że korzystają z doby ile się da wyciskając z siebie siódme poty. Przyznanie się do tego, że ma się czas na „nicnierobienie” to oznaka nieróbstwa lub zbyt luksusowego życia. Jeśli jednak my ustalamy tego typu stereotypy, możemy także je złamać.

Ulrich Schnabel, autor książki „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia” opisuje prostą zasadę korzystania z czasu wolnego. Jeśli poświęcasz godziny czy nawet minuty na to, by zrobić coś dla siebie, by dotrzeć do własnego wnętrza, to znaczy, że oddajesz się nicnierobieniu. I nie oznacza to bezczynności. Leniuchowanie według wyżej wspomnianego autora to momenty, które mają wartość samą w sobie – nie są nastawione na ocenianie, zysk, osiąganie kariery. Leniuchowaniem może być Twój czas na taniec, spacer, przebywanie ze znajomymi, gotowanie, czytanie książki, fotografowanie otoczenia.

Ostatnio wracając z W-wy rozmawiałam z moją towarzyszką podróży. Spytała się mnie co będę tego dnia jeszcze robić. Powiedziałam jej: „Dzisiaj nie będę robić już nic”. Na co ona: A co to dla Ciebie znaczy nie robić nic? Najpierw mnie zatkało, a potem zaczęłam wymieniać rzeczy które będę robiła podczas mojego “nicnierobienia”. Pamiętam, że wymieniłam picie na tarasie herbaty z własnej mięty, pielenie w ogrodzie, wylegiwanie się na hamaku. Wtedy doskonale poczułam co to dla mnie jest niecnierobienie. A czym ono jest dla Ciebie? Co się dzieje, gdy planujesz nicnierobienie? Jak spędzasz ten czas?

Nie wystarczy zaplanować prac nad własną koncentracją, by to zmienić. Musisz wiedzieć, że jak wszystko i to przychodzi z czasem. Zacznij od rezygnacji z kilku niewygodnych uzależnień, ale rób to małymi krokami. Nie potrafisz żyć bez telewizji – wyłącz ją na godzinę dziennie i zagospodaruj sobie ten czas z pożytkiem dla siebie. Uzależniło Cię odpisywanie na maile? Ustal godzinę, w której otwierasz pocztę ostatni raz (najlepiej minimum 2 godziny przed snem).

Dlaczego to jest takie istotne, by umieć odnaleźć się w „nicnierobieniu”? Coraz częściej możemy zaobserwować u nas tendencję strachu przed czasem wolnym. Wizja wolnego weekendu wzbudza nas samoistnie chęć obmyślania planu na ten moment. Gorączkowy pośpiech sprawia, że nie umiemy spontanicznie wykorzystywać naszych urlopów. Nie chcąc stracić ani chwili postanawiamy już zawczasu przygotować sobie zadania do wykonania. A przecież przeżywanie wolnego nie powinno być naszym kolejnym obowiązkiem. Znany nam wszystkim autor hasła „Eureka!” swój przełom naukowy zawdzięcza kilku chwilom relaksu spędzonym w wannie. Nie było to jego laboratorium, nie robił on wtedy żadnych wymagających obliczeń. Po prostu oderwał się od wszystkiego uwalniając swój umysł od niepotrzebnych pytań i zagwozdek.

Poczucie wewnętrznego spokoju, nawet gdy jesteś już świadomy czym on jest, nie przyjdzie do Ciebie na zawołanie. Nie zmuszaj się teraz do „nicnierobienia” na siłę. Zacznij się go uczyć pokonując stopniowo swoje przyzwyczajenia. Wszystkie rozpraszacze, które aktywnie wychwytywałeś w swoim życiu, odciągają Cię od prawdziwych pragnień i tęsknot, a również tych emocji, z którymi boisz się zetknąć. Najprawdopodobniej to one wywołują Twój lęk przed „byciem leniem”. Już rozumiesz tytuł tego artykułu? Staw temu czoła!